Imami z Turcji w niemieckich meczetach. "Wpływ polityczny"
30 kwietnia 2016Po dwóch dniach do wybuchłej w Niemczech dyskusji włączył się prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan. Jak stwierdził, Turcja traktuje wszystkie religie z takim samym dystansem. – To jest właśnie sekularyzm – powiedział ustosunkowując się tym samym do debaty, jaką rozpętał w miniony weekend Ismail Kahraman, przewodniczący tureckiego parlamentu. Kahraman oświadczył, iż Turcja jest państwem islamskim, potrzebuje zatem „religijnej konstytucji”.
Słowa te wypowiedział akurat w chwili, kiedy z kolei w Niemczech od nowa rozgorzała dyskusja na temat roli, jaką odgrywają tureccy kaznodzieje w niemieckich meczetach. Jest ich obecnie w Niemczech blisko 970, przyjeżdżają za pośrednictwem Turecko-Islamskiej Unii ds. Religijnych (Ditib). A debatę zainicjowała gazeta „Welt am Sonntag” (WamS) zastanawiając się, w jakim stopniu Turcja i rządząca AKP pośrednio poprzez Ditib i delegowanych do Niemiec imamów próbują wywrzeć na Niemcy wpływ polityczny.
Praktyczne przeszkody
– Ditib nie jest niczym innym, jak przedłużonym ramieniem Turcji – powiedział na łamach WamS czołowy polityk niemieckiej Partii Zielonych, Cem Oezdemir. Według niego turecki rząd robi wszystko, by Ditib nie stał się prawdziwą wspólnotą religijną, tylko „przedpolem” AKP w Niemczech. – Turcja musi nareszcie uwolnić muzułmanów – domaga się Oezdemir; w sensie: wypuścić ich spod swoich skrzydeł. Czy rzeczywiście tureckie władze nadużywają muzułmańskie wspólnoty w Niemczech do swoich celów?
W praktyce ściąganie imamów z zagranicy jest jedyną możliwością, uważa teolog i religioznawca z Uniwersytetu Paderborn Hamideh Mohagheghi. – Dotychczas nie można było w Niemczech kształcić imamów. Centra, w których odbywa się to dzisiaj, istnieją dopiero od niedawna. Jeszcze nie ma ich absolwentów – tłumaczy.
Zmiana tej sytuacji jest trudna także ze względu na istniejące w Niemczech ramy prawne. Niemiecka Ustawa Zasadnicza (konstytucja) gwarantuje wspólnotom wyznaniowym daleko idącą samodzielność organizacyjną. Zgodnie z Art. 137 „każda wspólnota wyznaniowa reguluje i zarządza swoimi sprawami samodzielnie w ramach obowiązujących powszechnie ustaw”. Wyłączenie z tej regulacji ze względów politycznych wspólnot muzułmańskich, byłoby ich dyskryminacją.
Tym większe znaczenie mają dotychczasowe doświadczenia z zagranicznymi, a przede wszystkim tureckimi, kaznodziejami w Niemczech. Mouhanad Khorchide, który prowadzi na Westfalskim Uniwersytecie w Muenster Centrum Teologii Islamskiej, nie dostrzegł jak dotąd żadnych alarmujących sygnałów. – Zwłaszcza u imamów przysyłanych za pośrednictwem Ditib, nie obserwuję niczego, co godziłoby w konstytucję – podkreśla Khorchide.
Bez kontaktu z niemiecką rzeczywistością
Znawca islamu dostrzega inny problem. – Większość imamów ani nie mówi po niemiecku, ani nie zna realiów, w jakich żyją w Niemczech młodzi ludzie. Nie znają kontekstu, w jakim wzrasta w Niemczech wielu młodych muzułmanów. Dlatego ci kaznodzieje nie są dla nich partnerami do rozmowy – argumentuje Khorchide.
Często słyszy o młodych muzułmanach, którzy czują się w meczecie obco, bo kazania wygłaszane przez imamów są całkowicie oderwane od rzeczywistości, w jakiej żyją. – Dlatego jestem za tym, by kształcić imamów tutaj, by znali tutejsze warunki i nie stawiali młodych ludzi przed wyborem: pobożny muzułmanin czy obywatel Niemiec. Powinni być w stanie żyć z jedną i drugą opcją – tłumaczy Mouhanad Khorchide.
Niepowstrzymane przemiany
Właśnie w tym kierunku będzie się rozwijał islam w Niemczech, uważa Hamideh Mohagheghi. Jej argument: każda religia istnieje w kontekście wywierających istotny wpływ kultury i konkretnej codzienności. – Prowadzi to do tego, że muzułmanie żyjący w Niemczech interpretują zasady swojej religii w tutejszym kontekście. Jest to nieuniknione i dobrze, że tak jest. Pokazuje bowiem, że religia jest dynamiczna, inaczej by nie przetrwała – wyjaśnia znawczyni islamu z Paderborn.
Proces ten dopiero się rozpoczął. Islam jest obecny w Niemczech dopiero od stosunkowo niedawna – od mniej więcej pół stulecia. – Będzie miało miejsce konstruktywne dopasowywanie religii, z której nie trzeba będzie rezygnować. Jest to niepowstrzymany proces – uważa Mohagheghi, chociaż przyznaje, że hamuje go na przykład strach wielu muzułmanów przed utratą wiary i tradycji.
Muzułmańscy teolodzy starają się więc propagować nowoczesny islam. Dla wielu jest to ogromnym wyzwaniem, ale przesłanki ku temu już istnieją. – Mam nadzieję, że w tym kierunku pójdzie jeszcze więcej muzułmanów – konstatuje teolog Hamideh Mohagheghi.
Kersten Knipp / Elżbieta Stasik